czwartek, 4 września 2014

Bez aktywności nie ma radości :)


Marzec 2013 -zabrakło mi czasu na kijki i wymyśliłam, że zacznę biegać, bo się szybciej zmęczę :)przez co zaoszczędzę czas potrzebny dla rodzinki.  Jak pomyślałam tak się zaczęło - na początek byle jaki strój, ale za to systematycznie i według planu dla początkujących zaczerpniętego ze strony bieganie.pl Każde wyjście wiązało się z wysiłkiem , ale dawało ogromną radość ... właśnie mi - przeciwniczce biegania kiedyś... Wpadłam na całego, w maju już licytowałam czas z mężem, bo przecież potrzebowałam 3-4 razy w tygodniu po godzince na mój trening :)  Mąż szybko zakumał, że po biegu jestem imilsza i spokojniejsza i radosna ...


Wiosną już nie tylko biegałam... poszło po całości - biegi, zumba , teatr ruchu.








I z każdym
 następnym krokiem spotykałam ludzi pełnych pasji , radości  i oddania temu , co robią - dzięki nim jestem dziś lepsza - dziękuje Wam ! 


A właściwie kiedy zakochałam się w bieganiu? Nie wiem …   Może wtedy ,gdy udało mi się po raz pierwszy w ogóle wyjść  , a może wtedy ,gdy spotkał mnie w drodze deszcz, a może po moich pierwszych trzydziestu minutach przebiegniętych bez zatrzymania…   Rosła sobie cichutko maja miłość do biegania i zmieniała jakość mojego życia , dając  szansę na ciągłą zmianę w sobie i na zewnątrz. Moja  całkiem nowa miłość . Bywało nam razem trudno , się  gniewałam, albo mówiłam, że  nie dam rady, odczep się.  Kiedyś ją nawet porzuciłam z  ambicji mojego ego  i poleciałam na łeb na szyje ,jak ta sarna gnana przez myśliwych .  Zgubiłam  to, co było najważniejsze – radość  stawiania stopy za stopa w kolejnym kroku . Ale miłość do biegania się nie dała i zaraz jak mnie nie kujnie w kolanko  - opamiętałam się i wróciłam z uśmiechem do siebie i do niej.  Jesteśmy znowu  razem  . Biegam  regularnie, 3-4 razy w tygodniu robiąc około 30 kilometrów -  mam 43 lata i czuję, że  młodnieję J
 Biegam spokojnie i systematycznie  , bo nauczyło mnie moje ciało , że nie o pośpiech chodzi,  tylko o radość z każdego kroku.  Nie muszę ciągle podkręcać i żyłować wyników – zwłaszcza że (na razie) nie bierze mnie rywalizacja -  zauważyłam , że postęp dzieje się  poza mną. Po prostu uczciwie chodzę na każdy trening , a moje ciało dziękuje mi  za taką możliwość .
 Biegam  wg planu i do końca  , bo tak czuję się bezpiecznie, a każde zakończenie treningu ,to   niesamowity  zastrzyk energii . W tej jednej chwili niczego  więcej nie potrzebuję.   Unosi mnie ta energia jak piórko , zadowolona z siebie , pełna wdzięczności dla swojego ciała prostuję się w stronę słońca –  jak dziecko J
  Biegam  , aby każdy pomysł, każda nowa myśl miała szansę  na zaistnienie i należną uwagę  , by przyjmując z pokorą   wybraną tworzyć  nową jakość życia.  Godzę się na przepływ, bez oceniania  , hamowania, a przez moja głowę płynie wartki strumień i cichnie , by znowu wezbrać , zaszumieć lub zginąć wśród innych myśli.
Biegam tez , by ofiarować wysiłek – za siebie, za kogoś, za sprawę , zawsze w dobrej,  bezinteresownej  intencji .  Współczucie bez oczekiwania na poklask i nagrodę,  szeptem wysłane  życzenie , zaduma nad losem , oddanie ….   i  biegnie w sekundę  dobra myśl do drugiego człowieka … niech biegnie :)
 


Moje Bieganie to moja Medytacja :)
 i niech tak jest !!!






P.S.  Pozdrawiam wszystkich , którzy już wiedza,
                                                                 - bez aktywności nie ma radości :))
Aktualności - biegam 10kmw godzinę i 6 minut  ,co nie jest wielkim wyczynem, ale daje mi radość . Nie schudłam , ale poprawiła mi się jakość skóry i włosów oraz proporcje ciała . Planuje w tym roku  pobiec w zorganizowanym biegu do 10 km , a w przyszłym roku może półmaraton -takie marzenia mam :)



wtorek, 2 września 2014

Hej ho żagle staw !!!


Tak się ucieszyłam, że wracam na mojego bloga :)

Kupił mój  mój Piasek dziurawą omegę , wynalazł przecudne miejsce  "Pod wierzbami" nad jeziorem Lednickim  do żeglowania i się zaczęła przygoda :) Remonty, naprawy, budowanie i szycie żagli ... cała rodzina w robocie, ale ... opłacało się :)
Mamy żaglówkę - nazywa się po prostu  "Nasza " :)
 Wodowanie nastąpiło w sobotę 30.09.2014 na jeziorze Lednickim z ogromną pomocą naszych przyjaciół, którzy byli z nami od rana do nocy, a niektórzy nawet przez następny dzień :) Dziękujemy kochani !To był cudny czas , a przed nami jeszcze nie jeden wspólny rejs :)
No i kilka fotek z naszą radością :)